Barokowe ogrody Hrabstwa Kłodzkiego

Zapomniane skarby u stóp Sudetów

Gdy myślimy o barokowych ogrodach, przed oczami stają nam najczęściej wersalskie symetrie, francuskie partery czy włoskie wille. To właśnie na Ziemi Kłodzkiej na styku wpływów czeskich, austriackich i śląskich, powstały ogrody, które łączyła nie tylko wspólna historia, ale i niezwykła wręcz polityczna geneza.

Wymuszona zmiana

Historia barokowych ogrodów w Hrabstwie Kłodzkim to opowieść o tym, jak polityczne zawirowania mogą dać początek artystycznym arcydziełom. Po wojnach religijnych XVII wieku, w wyniku których większość protestanckich rodów straciła swoje majątki, posiadłości w hrabstwie przejęły rodziny blisko związane z dworem wiedeńskim. Ta wymiana właścicieli, choć dla dotychczasowych posiadaczy tragiczna, przyniosła ze sobą nowe spojrzenie na sztukę i architekturę. Nowi właściciele, doskonale zorientowani w najnowszych artystycznych tendencjach cesarskiej metropolii, zaczęli przekształcać swoje rezydencje w małe, barokowe perełki. 

Charakterystyczny styl

Czym wyróżniały się te ogrody na tle swoich śląskich czy europejskich odpowiedników? Kluczową cechą była… prostota i schematyczność, które wcale nie muszą być wadą. Większość założeń opierała się na regularnym, kwaterowym układzie – spuściźnie po renesansie. Dominowały geometryczne partery (czyli ozdobne niskie kwatery), poprzecinane krzyżowymi i ukośnymi alejkami, otoczonymi wysokimi szpalerami z żywopłotów.

Co ciekawe, w przeciwieństwie do Śląska, twórcy ogrodów Ziemi Kłodzkiej chętniej czerpali inspiracje z sąsiednich Czech i Moraw, gdzie podobne rozwiązania były powszechne. Specyfika regionu – surowy klimat – sprawiała, że rzadziej decydowano się na skomplikowane, geometryczne wzory, które trudniej było utrzymać. Zamiast tego stawiano na solidność i czytelną kompozycję.

Dziś wygląd kilku z tych ogrodów (m.in. w Gorzanowie, Pławnicy, Szczytnej, Goszycach, Trzebieszowicach i Wilkanowie) znamy dzięki XIX-wiecznym litografiom F.A. Pompejusa, który oparł swoje prace na rycinach autorstwa F.B. Wernera. To one są naszym oknem na barokowy świat, który bezpowrotnie zniknął.

Bożków

Wśród wszystkich założeń na szczególną uwagę zasługuje ogród w Bożkowie. Jest on o tyle wyjątkowy, że dysponujemy nie tylko widokami, ale i szczegółowym planem jego barokowej przebudowy. W latach 1787-1791, gdy w większości Europy królowały już sentymentalne parki krajobrazowe, hrabia Anton Alexander von Magnis postanowił zrealizować w Bożkowie wyrafinowaną, a momentami wręcz awangardową kompozycję.

Inspiracje były najwyższej próby. Układ boskietów (czyli ozdobnych zagajników) z zielonymi salonami i korytarzami niemal wiernie powiela motywy znane z ogrodów wiedeńskiego Belwederu, a te z kolei wywodziły się z Wersalu. Można by rzec, że mamy do czynienia z esencją francuskiej sztuki ogrodowej, która trafiła do Kłodzka przez Wiedeń. Projekt zakładał trzy pasma ogrodowe, labiryntowe alejki, zielone altany, a całość wieńczył od północy okazały Lusthaus. Co ciekawe, nie wszystkie elementy projektu zostały zrealizowane, ale te, które przetrwały (lub utrwalono je na fotografiach), świadczą o niespotykanej w tym regionie ambicji artystycznej inwestora.

Wilkanów i Trzebieszowice

Inne ogrody również miały swoje unikalne oblicze. W Wilkanowie powstał niezwykły duet ogrodowy rozdzielony korytem rzeki Wilczki. Jeden, bardziej kameralny przy pałacu, drugi – okazały, kwadratowy, z główną aleją i fontanną o treflowym planie, który do złudzenia przypominał ogród przy letniej rezydencji hrabiów Sternbergów w Troi pod Pragą. Świadczy to o silnych wpływach sztuki czeskiej. O randze tego miejsca świadczy fakt, że w tamtejszej oranżerii w 1774 roku uprawiano nie tylko cytryny, ale i egzotyczne muszkaty czy drzewa kawowe.

Z kolei Trzebieszowice to przykład ogrodu „wielkodworskiego”, który zadziwiał rozmachem. Główny ogród ozdobny, choć usytuowany w narożniku posiadłości, zaskakiwał regularnością i bogactwem form. Geometryczne, haftowane partery z krzewami formowanymi w obeliski i kule, wypełnione ciepłolubnymi roślinami wystawianymi w kubłach – wszystko to tworzyło atmosferę prawdziwie europejskiej rezydencji. Na uwagę zasługuje też niezwykła oranżeria (Fruchthaus) umiejscowiona na piętrze, która musiała być prawdziwym architektonicznym majstersztykiem.

Co dalej z tym dziedzictwem?

Dziś ogrody te dzielą smutny los wielu zabytków Ziem Odzyskanych. Większość z nich popadła w ruinę po 1945 roku. Pałace w Wilkanowie są dziś zrujnowane, z ogrodów w Trzebieszowicach pozostały nieliczne mury oporowe i schody. Jednak w Bożkowie, mimo że zniknął Lusthaus i cieplarnie, do dziś możemy podziwiać imponujące mury oporowe, balustrady, wschodni Kavalierhaus i czytelny układ alei. To tutaj, spacerując wśród starych drzew, można poczuć ducha barokowej Europy, która na chwilę zagościła u stóp Sudetów.
Niestety nie dbamy o zabytki. 24 marca 2026 konserwator zabytków w asyście policji przeprowadził pilną kontrolę w Bożkowie,. Potwierdzono zawalenie kolejnej części dachu wraz z lukarną. Elementy konstrukcji spadły do wnętrza pałacu i nie ma dostępu do części obiektu. Wcześniej zawaliły się trzy stropy i fragment dachu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Gdzie znajdę podobną tematykę?